• Wpisów:6
  • Średnio co: 290 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 15:50
  • Licznik odwiedzin:934 / 2033 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wpadłam do klasy, 62 której odbywały się zajęcia z historii europy pięć minut spóźniona. Szukałam w szafce podręczników, ale dopiero później się zorientowałam, że mam je w torbie. Chodzę jakaś niepozbierana. Rozejrzałam się dookoła uczniowie siedzieli na ławkach rozmawiali ze sobą i się śmiali. Nauczyciela jeszcze na szczęście nie było. Odetchnęłam z ulgą i pomaszerowałam na swoje miejsce w tyle Sali. W połowie drogi zorientowałam się, że ktoś siedzi w mojej ławce na wolnym miejscu. Nie, kto inny jak Lucas Collins.
- Co ty ode mnie chcesz? –Zapytałam go zajmując miejsce obok. Uśmiechnął się zakłopotany.
- Nic po prostu to było jedyne wolne miejsce w klasie – odparł.
- Słyszałam, że na piątej lekcji masz francuski, więc dlaczego jesteś tutaj? –Dalej zadawałam pytania, było ich trochę.
- Ponieważ, uprzejme panie sekretarki zmieniły mi plan, a co nie cieszysz się? –Zapytała posyłając mi łobuzerski uśmiech, którego za niedługo stanę się największą fanką.
- Dlaczego go zmieniły? – Zignorowałam jego pytanie.
- Bo je poprosiłem – oświadczył.
- Po co? –Zapytałam, ale zanim zdążyłam choćby mrugnąć drzwi klasy się otworzyły i do klasy weszła Amber. Pulchna sekretarka która wczoraj przywitała mnie i Jake’a. Uczniowie którzy siedzieli na ławkach zerwali się na równe nogi.
- Pana Martineza nie ma dziś w szkole – oświadczyła- więc macie godzinę wolną, ponieważ nie ma nikogo na zastępstwo.- Po jej słowach wszystkich twarzach pojawiły się uśmiechy.
- Odpowiesz mi na to pytanie? –Zapytałam Lucasa kiedy tylko sekretarka wyszła z klasy, większość osób też ją opróżniła.
- Jak dasz się zaprosić na kawę, mamy godzinę wolną więc możemy wyskoczyć na miasto, wiec jak? – Zaproponował posyłając mi podstępny uśmieszek. Zamyśliłam się.
- Czy w statusie przypadkiem nie pisze, że podczas godzin wolnych, nie wolno opuszczać terenu szkoły? –Zapytałam.
- Boisz się. – Było to raczej stwierdzenie, niż pytanie.
- Syn pastora będzie łamał szkolny regulamin, wiesz co chce to zobaczyć. –Oznajmiłam. Zaśmiał się potrząsając głową.

- Syn pastora, jak dużo o mnie wiesz? –Zapytał gdy podążaliśmy ulicami Cravord małego miasteczka w stanie Nowy Jork. Zamyśliłam się.
- hmm… nazywasz się Lucas Collins, jesteś przewodniczącym szkoły, grasz w rugby, uczepiłeś się mnie i łamiesz szkolne zasady – oznajmiłam. - Odpowiesz mi teraz na moje pytanie? – Zapytałam – nie bój się nie ucieknę.- Oznajmiłam gdy weszliśmy do kawiarni która się nazwała jak szyld głosił „Aromatyczne sny”. Usiedliśmy na samym tyle lokalu, żeby nikt nas nie zauważył w końcu zerwaliśmy się ze szkoły.
- Jak sama uznałaś czepiłem się ciebie. – Oznajmił.
- Dlaczego? –Nie dawałam za wygraną.
- Bo jesteś wyjątkowa, jesteś inna niż wszystkie dziewczyny, prawda? –Zapytał uśmiechając się. Dech zaparło mi w piersiach. Czyżby znał mój sekret? Nie to przecież nie możliwe zapewniłam siebie w duchu. Bo niby skąd.
- Można tak powiedzieć. – Oznajmiłam niepewnie. Uśmiechnął się.
- A teraz ja będę zadał pytania. – Oświadczył tonem nieznoszącym sprzeciwu – Gdzie mieszkałaś zanim przeprowadziłaś się tutaj.
Zaczęłam szybko szukać w głowie co ustaliliśmy z Markusem i Jakem w razie takich pytań. Nie łatwo było się skupić w obecności Lucasa.
- Dużo mieszkałam za granicą głównie Europa, ale co rusz się przeprowadzamy.- W końcu wpadłam. Uśmiechnął się.
- Mogę wiedzieć gdzie ostatnio mieszkałaś?
- W Hiszpanii – odparłam bez zastanowienia. Spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Rozmawiałem z Jakem i mówił że we Francji. –Oświadczył. No Tosie w kopałam. Zaczęłam główkować aż wpadał po chwili.
- Jake spędził tam ostatnie miesiące razem z Markusem a ja wtedy podróżowałam nieco sama wiesz przynajmniej we wakacje wole odpocząć trochę od braci- powiedziałam.
- Rozumiem też mam rodzeństwo – uśmiechał się – a co z twoimi rodzicami?
Na to już miałam gotową odpowiedź.
- Rodzice zginęli wypadku samochodowym kiedy miałam 6 lat, było mi wtedy bardzo trudno w końcu po jakimś czasie pogodziłam się t tym, wtedy nasza jedyna rodziną była ciotka która nas przygarnęła chyba tylko ze względu na nasz spadek po rodzicach, nie przepadała za dziećmi, ale ona też długo nie zabawiła na tym świecie zginęła 4 lata po tym kiedy się w prowadziliśmy do niej. Marcus był już wtedy pełnoletni więc nie było z tym problemu, żeby mógł się na mi zajmować. Od tamtej pory jest wszystko okay. Marcus jest spoko pozwala nam robić co zechcemy można powiedzieć, że traktuje nas jak swoich rówieśników, a nie jak młodszego braciszka i siostrzyczkę, więc no cóż nie narzekam. – Powiedziałam próbując uśmiechnąć się smutno, chyba się udało.
- Przepraszam nie wiedziałem, że twoi rodzice nie żyją. To było głupie pytanie – powiedział patrząc na swoje dłonie. Poczułam chęć pocieszenia go. Czułam jakbym cierpiała widząc jego minę.
- Spoko nie przejmuj się tym, życie jest za krótkie żeby przejmować się byle czym, trzeba się bawić - oznajmiłam promienie.
- Czyli wpadniesz na imprezę, do Eric w piątek? –Ożywił się.
- Prawdopodobnie. – Oświadczyłam w końcu.
- Co to znaczy prawdopodobnie? –Zapytał podejrzliwie.
- To znaczy, że jak będziemy wracali do szkoły to może mnie porwać UFO i oznajmi, że jestem królową ich planety wtedy z wiadomych przyczyn nie pojawię się na imprezie. Będę za bardzo zajęta rządzeniem w moim królestwie. – Powiedziałam na co się zaśmiał.
Spojrzałam na zegar który wisiał na ścianie za niedługo zaczynała się kolejna lekcja.
- Może byśmy poszli już do szkoły, co? –Zapytałam, po czym spojrzał na zegar.
- Jak ten czas szybko leci, zaprosiłem cię na kawę a nawet jej nie wypiliśmy, poczekaj to zamówię na wynos- oświadczył po czym poszedł w stronę kasy – na co miała być ochotę? – Zapytał po czym się zastanowiłam.
- Dla mnie macchiato z podwójną bitą śmietana– odparłam po chwili.
- Dwa razy macchiato z podwójną bitą śmietaną, poproszę – oznajmił dziewczynie za ladą która miała nie więcej niż 22 lata i pochłaniała go wzrokiem. Miałam ochotę się na nią rzucić i wydłubać oczy.
- Jeszcze nie widziałam dziewczyny która nie przejmuje się kaloriami tak jak ty – oświadczył kiedy wracaliśmy do szkoły popijając kawę.
- A ja nie widziałam syna pastora, który łamie regulamin szkoły – odparłam na co się uśmiechnął łobuzersko.
- Nie powiedziałem, że jestem grzecznym synem – odpowiedział.
  • awatar Portek ♥: KURWA nie tylko ty! <333 pisajta dalej Julie :P
  • awatar Gość: Kocham to opowiadanie :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
- Myślicie, że mogę kupić najpierw buty a potem sukienkę? Ostatnio podczas wizyty na Manhattanie widziałam śliczne różowe sandałki i pomyślałam, ze musze je mieć,ale nie nadają się do chodzenia, na co dzień,a bal wiosenny to idealna okazja, wiec jak? – Zapytała Michelle podczas lunchu.
- Myślę, że w sumie to nie taki zły pomysł, ale potem będziesz miała ograniczony wybór do sukienek.- Rzekła dziewczyna imieniem Vanessa staranie przeżuwając sałatkę. Ciągle tylko bal wiosenny i bal wiosenny. Albo, czy Amy przeszła we wakacje operacje nosa? Czy te dziewczyny nie mają innych zmartwień? Wyłączyłam się całkowicie, pogrążając się we własnych myślach. Jest dopiero drugi dzień szkoły,a ja się czuje gdybym tu chodziła ze sto lat. A to dzięki Michelle, poznała połowę szkoły. Teraz, kiedy idę korytarzem ludzie nie tylko się na mnie gapią, ale też się ze mną witają a czasami rozmawiają. I myślę, że jest mi tu naprawdę dobrze. Dziś rano no hiszpańskim nie było Lucasa. Chyba jest chory, bo później też go nigdzie nie widziałam. Myślę,ze pomału popadam w jakąś paranoję. Wczoraj nie mogłam zasnąć, bo moje myśli cały czas zaprzątał Lucas Collins i jego niesamowicie niebieskie oczy. A kiedy już usnęłam, śnił mi się. To jest naprawdę,chore!
- Julie, Julie tu ziemia, wracaj do nas. – Michelle wyrwała mnie zamyśleń machając mi ręką przed twarzą.
- Co się dzieje?! – Zapytałam oszołomiona, na co dziewczyny wybuchły śmiechem a ja spaliłam cegłę.
- Podobno wczoraj z Megan w szatni miałyście małą wymianę zmian, i nie źle jej wygadałaś, więc opowiadaj! –Zachęciła mnie Vanessa.
- Nic takiego, ta blond zołza przyszła do mnie i powiedziała, że Lucas jest jej i, że mam się trzymać od niego z daleka, bo jak nie to pożałuje, a ja jej powiedziałam żeby spadała i,że nie obchodzi mnie ani ona ani jej chłoptaś. Chyba na tym się skończyło, nic wielkiego. – Odpowiedziałam obojętnym tonem.
- Co ona wygaduje Lucas nie jest jej! Zerwał z nią przed wakacjami, bo puszczała się z Tylerem. – Oznajmiła Michelle.
- Zwykła szmata, która myśli, że jest pępkiem świata - powiedziała Natalie – widziałyście włosy Alice, ta fryzura kompletnie jej nie pasuje!
- Tak wygląda ja totalna, wieśniara do tego, kiedy ma grzywkę jej twarz wydaje się jeszcze grubsza! – Potwierdziła Vanessa.
- Ja też już muszę iść do fryzjera, na literaturze naliczyłam siedem rozdwojonych końcówek! – Pożaliła się Michelle. Nagle ktoś zasłonił mi oczy.
- Zgadnij, kto to – nakazał mi męski głos, głos, który poznałabym na końcu świata.
- Lucas – stwierdziłam, a on na te odkrył mi oczy. Natychmiast się odwróciłam a on posłał mi czarujący uśmiech. Spojrzałam na dziewczyny z ich min dało się wyczytać,że są nieźle oszołomione.
- Wpadłem się tylko przywitać – oznajmił –Jeszcze nie jadłem lunchu, a zaraz będzie dzwonek, więc uciekam. Widzimy się na historii Europy.
- Co? –Zapytałam zdziwiona, ale on już mi zniknął z oczu.
- O matko, trzymajcie mnie! Tu był Lucas Collins! Trzeba to zapisać w naszym kalendarzu! – Oświadczyła Vanessa. Spojrzałam na nią spod uniesionych brwi.
- Coś w tym dziwnego? – Zapytałam.
- Lucas przebywa w szkole zazwyczaj tylko w towarzystwie przyjaciół, oczywiście gada z innymi, ale tylko wtedy, gdy ktoś go zaczepi, a tak po za tym to największe ciacho w szkole! – Westchnęła Natalie.
- Nie wiedziałam,że macie razem historie europy – powiedziała Michelle.
- Ja też nie. – Odparłam nadal lekko zdziwiona.
- Słyszałam,ze był wczoraj w sekretariacie po lekcjach i kłócił się z sekretarką żeby mu zmieniła plan lekcji – oznajmiła Vanessa patrząc na mnie.
-Nie gadaj! – Natalie była tą informacją wyraźnie wstrząśnięta.- Czekaj, Julie, na której lekcji masz historie europy?
- Na piątej,a bo co?
- Nie możliwe przecież ja na piątej mam z nim francuski!- Zaprotestowała Michelle.
- Przecież, sama słyszałaś, co mówił do Julie! Mają razem historie europy! – Odparowała Natalie.
-Widocznie sekretarka zmieniała mu plan lekcji – oznajmiła Vanessa.
- Ale dlaczego mu tak zależało? –Zastanawiała się, Michelle robiąc minę jak dziecko, które zastanawia się gdzie mam schowała ciastka.
- Ja tam myślę,że mu zależy na Julie. – Oświadczyła Natalie ze stanowczą miną, ale w jej głosie było słychać ciut zazdrości.
 

 
Pierwszy dzień w nowej szkole, a tak dokładniej to w pierwszej szkole dobiega końca. Jeszcze ostatnia lekcja W-F. Lunch zjadłam w towarzystwie Michelle, dziewczyny, którą poznałam na zajęciach laboratoryjnych i reszty jej przygłupich koleżanek. Jak widać ich największym problemem jest bal wiosenny za pół roku.
Weszłam do damskiej szatni i rozejrzałam się dookoła. Niebieskie ściany a na nich haczyki, ławeczki i mnóstwo oczu zwróconych wprost na mnie. Przyzwyczaiłam się już do tego, że każdy się na mnie gapi. W sumie tak jak na eksponat w muzeum tylko z dużo większym zaciekawieniem. Szczerze to mi to nawet w miarę odpowiadało, lubiłam być w centrum zainteresowania.
Położyłam torbę z kilkoma książkami i strojem na W-F na ławeczce i udałam, że czegoś szukam w niej szukam. A co niby miałam robić? Jest pewien problem, który, no cóż utrudnia mi swobodne paradowanie w samej bieliźnie bez żadnych pytań typu: czy to na twoich plecach to skrzydła? Albo: gdzie masz pępek?
Kiedy szatnia się w miarę opróżniła zaczęłam się powoli rozbierać a przynajmniej dół.
- Czy to ty jesteś Jessica Jankins? – Zapytał zjadliwy głosik za moimi plecami wymawiając z pogardą moje imię. Odwróciłam i ujrzałam trzy dziewczyny. Blondynkę stojącą naprzeciw mnie i tuż za nią dwie dziewczyny: brunetkę i rudą.
- A ty, kto królowa snobów? – Rzuciłam złośliwie w stronę blondynki uśmiechając się cierpko.
Prze chwile miała minę jakby miała kogoś zabić a jej twarz zaczynała przypominać kolorem pomidor.
- Megan Thorne, dziewczyna Lucasa. – Odpowiedziała staranie akcentując słowo dziewczyna. Patrzałam na nią spod uniesionych brwi. Stuknięta jakaś. – Lucas to mój chłopak, wiec lepiej trzymaj się od niego z daleka. Uwierz mi na słowo nie chcesz mieć ze mną do czynienia.
- Czyżby? Grozisz mi? Już się boje! Wiesz, co? Wal się! Wiesz gdzie mam ciebie i tego twojego chłoptasia? – Teraz to ona patrzała spod uniesionych brwi. A mnie miała jakby ktoś dał jej w twarz. Gdy tylko zorientowała się jak głupio wygląda odwróciła się w stronę dziewczyn pstryknęła palcami i powiedziała:
- Jane, Alice idziemy! A za niedługo nauczymy nową należytego szacunku dla królowej – powiedziała, po czym ruszyła w stronę wyjścia. Prychnęłam pod nosem. Rozejrzałam się po szatni kilka dziewcząt patrzało jeszcze na mnie z rozdziawionymi buziami. Zadzwonił dzwonek i szatnia opustoszała.
Zaczęłam się szybko przebierać w granatowe spodenki, białe podkolanówki, białą polówkę z logo szkoły i trampki. Gotowa na lekcje pchnęłam drzwi i wyszłam na pusty korytarz… no nie tak całkiem pusty. Naprzeciw drzwi damskiej szatni stał opary nonszalancko o ścianę nie, kto inny jak Lucas Collins. Jęknęłam w duchu i szybkim krokiem ruszyłam w stronę sali gimnastycznej. Nie miałam ochoty na niego patrzeć, bo gdy już to robiłam nie byłam sobą.
- Zaczekaj! – Usłyszałam na sobą głos chłopaka, chwile potem stał już przede mną. Serce zabiło mi szybciej.
-, Co chcesz? – Burknęłam.
- Nie wiem jak masz na imię – powiedział posyłając mi słodki uśmiech.
- Ty jedyny z całej szkoły nie wiesz jak mam na imię? Oj, biedaczek. – Rzuciłam ze sarkazmem – A teraz pozwól, że pójdę na lekcje, bo już i tak jestem spóźniona.
- Na pierwszą lekcje spóźniłaś się pół godziny a ty się przejmujesz paroma minutami? – Po raz kolejny się uśmiechał.
- Czego chcesz ode mnie? – Warknęłam, po czym odrobinę spoważniał.
- Mój kumpel robi imprezę w piątek fajnie by było gdybyś wpadła, co ty na to? – Zapytał uśmiechając się łobuzersko.
- Nie powinieneś może raczej zaprosić najpierw swojej dziewczyny Megan czy jak jej tam? – Zapytałam, a on patrzał na mnie z zdziwioną miną.
- Ona nie jest moją dziewczyną – wybąkał – to jak, wpadniesz?
- Być może, a teraz pozwól, że pójdę na lekcje – rzuciłam cierpko i ruszyłam w stronę sali gimnastycznej.
- Do zobaczenia Jessica – zawołał, gdy już się oddaliłam. Co za uparty kretyn.
Kiedy weszłam do Sali gimnastycznej było już po rozgrzewce. Akurat zdążyłam na przydzielanie do drużyn. Graliśmy w siatkówkę.
Kiedy tylko zadzwonił dzwonek jak oparzona wybiegłam z sali gimnastycznej. Chciałam być pierwsza w szatni by móc szybko się przebrać zanim zjawi się reszta dziewczyn.
Kiedy tylko wyszłam z szatni skierowałam się w stronę sekretariatu gdzie oddałam kartę z podpisami nauczycieli, a następnie do wyjścia ze szkoły gdzie byłam umówiona z Jake’iem. Rozejrzałam się, dookoła ale go nigdzie nie było, więc musiałam zaczekać. Oparłam się o ścianę. I czekałam, ludzie wychodzący ze szkoły bardzo często żegnali się za mną jak gdyby mnie znali. Parking powoli robił się pusty. Zaczęłam się robić nie cierpliwa. Ile można? Po dziesięciu minutach w końcu wyszedł. Ale nie był sam. Za jego plecami podążało stado dziewczyn. Wpatrzone były w niego jak w boga. Parsknęłam śmiechem, kiedy do mnie podszedł.
- Co? –Zapytał robiąc głupią minę.
- Widzę, że już zdobyłeś stado wielbicielek – oznajmiłam nadal się śmiejąc. Natychmiast się odwrócił, ale kiedy to zrobił dziewczyny udawały, że są strasznie zajęte rozmową ze sobą.
- Bardzo śmieszne, chodzą za mną jak cień - rzekł – wiesz, co? Ty nie lepsza.
- Bo? – Zapytałam, kiedy byliśmy w połowie drogi do samochodu.
-, Bo przez cały dzień słyszałem od jakiś frajerów, że moja siostra to niezła dupa – odpowiedział zaczynając się śmiać. Rzuciłam mu wściekłe spojrzenie.
- Ha ha bardzo śmieszne – syknęłam.
- Oj tam, oj tam, nie przejmuj się ty moja dupeczko – powiedział jeszcze bardziej się śmiejąc, ale kiedy doszliśmy do samochodu jego uśmiech zbladł natychmiast. Większość czarnego Porsche była porysowana. Widziałam furie malującą się na twarzy mojego brata.
- Jake spokojnie, masz przecież cały garaż aut, wiesz, co policzę dzisiaj, ale obstawiam z dwadzieścia parę na pewno – powiedziałam uspokajająco. To była prawda, kiedy przybyliśmy na ziemię wyposażono nas bardzo dobrze. Dostaliśmy wielki luksusowy dom z basenem i podziemnym garażem z mnóstwem najnowszych, najdroższych i najlepszych aut. Najnowszy sprzęt elektroniczny, mnóstwo najmodniejszych ciuchów oraz ogromnie dużo kasy. Życie jest piękne. Po moich słowach nieco się uspokoił.
- Obiecuje, że mi za to zapłaci – oznajmiał tonem pełnym zawiści. Pokręciłam tylko głową i wsiedliśmy do samochodu. Ochh… życie jednak jest takie dziwne.
 

 
Stanęliśmy przed drzwiami szkoły.
- Gotowa ? – zapytał Jake z uśmieszkiem. Było to raczej stwierdzenie.
- Niezbyt – odpowiedziałam szczerze. Ten spojrzał na mnie z politowaniem. To dziwne ale się denerwowałam. No co? To w końcu pierwszy dzień w szkole. Chyba nie do końca byłam gotowa. Ale już nadszedł czas i tak naprawdę innego wyboru nie miałam. Spojrzałam na Jake’a ten cały czas mi się bacznie przyglądał z zniecierpliwieniem na twarzy. Pokiwałam głową też jestem gotowa. Tak jakby. Pchnął delikatnie drzwi. Oczom ukazał mi się szkolny korytarz z szafkami, wiele par drzwi do sal lekcyjnych z plakietkami informującymi o jej przeznaczeniu oraz uczniami rozmawiającymi ze sobą i chichoczącymi. W sumie to teraz docierały to mnie tylko niewyraźne szepty, większość z nich przyglądała się mi i Jake’owi zaciekawieniem. Niektórzy mieli nawet otwarte budzie, było to bardzo zabawne. Z trudem stłumiłam w sobie śmiech.
- Gabinet dyrektorki jest na pierwszym piętrze, chodźmy już. – rzucił Jake. Spojrzałam na niego oszołomiona. Był już parę kroków przede mną.
- Skąd wiesz ? – zapytałam doganiając go.
- Gdzie ty masz oczy ? – spojrzał na mnie z irytacją. Obrócił się i wskazał na wielki plan szkoły wiszący zaraz przy wejściu. Lekko się zarumieniłam.
Bez trudu znaleźliśmy się w sekretariacie na przeciwko którego znajdowały się drzwi dyrektorki. Jake w przeciwieństwie do mnie świetnie orientował się w terenie. No cóż, jak widać nie byłam doskonała.
Miałam już zapukać w drzwi do gabinetu dyrektorki kiedy z sekretariatu wybiegła pulchna kobieta. Zastygłam z ręką uniesioną do góry.
- Witam was, pani dyrektor nie ma- powiedziała lekko zdyszana. Opuściłam rękę- A wy jesteście pewnie rodzeństwo Jankins, zgadłam ? – posłała nam ciepły uśmiech.
-Owszem – powiedział nieco chłodno mój brat. Ochh… może i nie ma w nas uczuć ale bez przesady mógł by się chociaż postarać.
- Więc witajcie w naszej szkole, Dyrektor Owen bardzo chciała was przywitać ale w ostatniej chwili wyskoczyło jej coś ważnego, bardzo się cieszy zresztą jak my wszyscy że wybraliście właśnie naszą szkołę dla dalszego ciągu waszej edukacji, zapraszam was na razie do sekretariatu- znowu się uśmiechnęła i gestem ręki zaprosiła do środka, posłusznie weszliśmy szczerze już nas to trochę nudziło- To są wasze plany lekcji – podała nam kartki- proszę abyście po skończony zajęciach przynieśli mi je uzupełnione podpisami nauczycieli z którymi mieliście daną lekcję , a tu dla was ulotki naszej szkoły, mapka, status , nasze zajęcia pozalekcyjne oraz informacje o drużynie naszej szkoły – podała nam stos niepotrzebnych kartek i puściła oczko – To z mojej strony nic więcej , życzę wam powodzenia, w razie jakichkolwiek pytań możecie się zgłaszać bez pośrednio do mnie, nazywam się Amber – powiedziała po czym się uśmiechnęła.
- Wkurzający babsztyl- mruknął pod nosem Jake gdy tylko znaleźliśmy się na korytarzu tym samym wyrywając mnie ze sprawdzania planu lekcji. Postanowiłam zignorować tą uwagę mimo uszu. Co prawda mieliśmy nieść zło i takie tam. Ale nie mieliśmy się też nie rzucać w oczy. Jake wyraźnie myśli ,że to dotyczy tylko mnie. Myli się. Strasznie mnie irytowało ,że wszyscy się na nas gapili.
- To masz pierwsze ? Ja mam hiszpański w 145. – gdzie ja do cholery znajdę tę klasę. Ta szkoła była dla mnie jak centrum handlowe dla pięciolatka który jest tam sam i to po raz pierwszy. Kompletnie nie miałam pojęcia w którą stronę iść.
- WF- spojrzał na mnie uradowany- wiesz, ja chyba pójdę się przebrać w strój sportowy , chcę jak najprędzej dokopać tym frajerom którzy myślą ,że są gwiazdami sportu. – powiedział a jego oczy same się uśmiechały na te myśl. – dasz sobie radę, prawda ?
Przewróciłam tylko oczami. Czy sobie dam radę. Szczerze to… sama w to wątpiłam ale nie chciałam robić z siebie cieniasa.
- Idź, nie jestem małą dziewczynką – powiedziałam i uśmiechnęłam się zachęcająco. Od razu zareagował.
-Dzięki, do zobaczenia – powiedział i odszedł. Rozejrzałam się dookoła zostałam zupełnie sama. No może nie tak całkiem sama wokoło przyglądało mi się kilkadziesiąt uczniów. Niektórzy odprowadzali tęsknym wzrokiem Jake’a. Mówiąc „niektórzy” miałam na myśli same dziewczyny. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Nie wiedząc do teraz zrobić ruszyłam wolnym krokiem przed siebie nie zawracając sobie głowy wścibskim spojrzeniami którymi byłam teraz obrzucana z każdej strony. Zaczęłam więc czytać plan lekcji. Pierwszy hiszpański w 145, potem zajęcia laboratoryjne w 83 następna lekcja to… nagle na kokoś wpadłam , straciłam równowagę i udałam na ziemie. Kartki fruwały mniej więcej po całym korytarzu. Zdenerwowana zaczęłam zbierać statut którego, no cóż trochę było. Nie spoglądając na osobę na którą wpadłam warknęłam – kretyn !- byłam wściekła. Wtopić się w tłum ? Jasne !
Gdy zebrałam statut zaczęłam się podnosić. Przykucnęłam i wtedy go zobaczyłam. Chłopaka na którego wpadłam. Nagle cała złość ze mnie wyparowała. Spojrzałam w jego oczu. Miały odcień morza. Patrzałam w jego oczy a on w moje. Poczułam dziwne uczucie takie… takie nieznajome.
Nie jestem w stanie tego opisać czułam się jakby nic nie istniało poza nami szkoła, ludzie… czas, nic.
Nic oprócz nas.
- Proszę – ocknęłam się. Chłopak uśmiechał się do mnie i podawał mi resztę zebranych przez siebie kartek. Spojrzałam na niego z przerażeniem. Co to w ogóle było. Wystałam jak oparzona i zerwałam się do biegu. Usłyszałam jeszcze jego wołania ale na próżno. Biegłam tak trochę. Zwiedziłam przy tym połowę szkoły trzeba przyznać miała imponujące rozmiary. Zatrzymałam się za kolejnym zakrętem i oparłam o ścianę. Nie byłam zmęczona dla nas nie ma tego czegoś jak zmęczenie. Dla nas demonów. Musiała na chwilę sobie wszystko przemyśleć. Nic się przed chwilą nie wydarzyło, ty nie czujesz jesteś demonem .Powtarzałam sobie w duchu. Nagle zadzwonił dzwonek oznajmujący początek lekcji. Cholera gdzie ja teraz znajdę tę klasę. Wpadłam trochę w panikę. Zaczęłam biec przed siebie szukając klasy. Przebiegłam szkołę i zdałam sobie sprawę ,że to na nic. Zatrzymałam się i rozejrzałam dookoła. Korytarze całkowicie opustoszały. Byłam teraz sama. Kompletnie sama. Nagle przypomniałam sobie, że Amber ta pulchna stanowczo za miła kobieta która jest najprawdopodobniej sekretarką wręczyła mi mapkę szkoły. Zaczęłam przeczesywać dokumenty które trzymałem w dłoniach. Nie było jej tam. Nie wzięłam jej od chłopaka o oczach w odcieniu morza. Ależ jestem głupia. Minęło już jakieś 10 minut lekcji. Ale zaraz… przecież przy drzwiach do szkoły wisi duża mapa. Bingo ! Zaczęłam biec przed siebie mając nadzieję ,że w dobrym kierunku. Przed drogę karciłam siebie w duchu za to jaka jestem nie pozbierana. W końcu zatrzymałam się przed planem szkoły. Wyglądała jak nie z tego świata. Mnóstwo numerków różne kolory napisy. Można dostać od tego zawrotu głowy. Skup się znajdź po prostu tylko numer 145. Przymrużyłam oczy i zaczęłam sprawdzać mapę milimetr po milimetrze. W końcu się udało ! Jeeest ! Byłam z siebie dumna ! Klasa znajdowała się na trzecim piętrze po lewej stronie. Ruszyłam w stronę schodów. 142, 143, 144… i jest 145. Byłam z siebie zadowolona ! I nawet bardzo ! Ha w końcu znalazłam klasę ! To z tego ,że po piętnastu minutach. Ważne ,że bez niczyjej pomocy !
Zawahałam się ale zapukałam. Po krótkiej chwili rozległo się zduszone „proszę”. Trochę nie pewnie otworzyłam drzwi i bez szelestnie wśliznęłam się do środka. Nie spoglądałam na uczniów tylko na starszego człowieka który stał na środku sali i spoglądał na mnie pytająco.
-Tak ? W czym mogę pomóc ? –zapytał w końcu. Nie miałam pojęcia co powiedzieć.
- Yyy… miałam się do pana zgłosić na pierwszą lekcję – powiedziała nie spuszczając z niego wzroku.
Spojrzał na mnie niedowierzaniem.
- Minęła prawie połowa lekcji ! Gdzieś ty się podziewała ? – Na te słowa usłyszałam parsknięcia śmiechem z różnych stron sali. Nie zwracałam na to uwagi. Nędzni ludzie.
- Szukałam klasy – powiedziałam na co ponownie większość klasy odpowiedziała parsknięciem.
Z miny nauczyciela wywnioskowałam ,że bodajże jest w lekkim szoku.
- Dobrze drogie dziecko usiądź już, i tak już zmarnowałaś swój czas który mogłaś poświęcić na naukę – powiedział. Zaczęłam rozglądać się po klasie za wolnym miejscem. Znalazłam . Było tylko jedne. Obok chłopca o złotych włosach wpadających mu niemal że do oczu, delikatnej opaleniźnie pewnie pozostałej jeszcze po wakacjach, o idealnych rysach twarzy i… oczach w kolorze oceanu. Chłopak na którego wpadłam. Zamarłam. Miałam ochotę wybiec z klasy a jednocześnie patrzeć na niego przez cały czas.
- Usiądź już. – pogonił mnie nauczyciel. Ruszyłam w stronę ławki. Serce biło mi coraz mocnej. Co się ze mną dzieje ? Wścibskie spojrzenia obserwowały każdy mój ruch. Miałam wrażenie ,że dojście do ławki zajęło mi całą wieszczość a nie kilka sekund. Przez całą drogę uważnie wpatrywałam się w czubki moich butów. Kiedy Już doszłam wśliznęłam się na siedzenie. Nie chciałam spoglądać na chłopaka ale nie mogłam się oprzeć pokusie. Spojrzałam na niego. Uśmiechał się do mnie. Miał przepiękny śmiech. Po chwili się przyłapałam , że odwzajemniam uśmiech. Szybko zdezorientowana odwróciłam wzrok w stronę nauczyciela.
- Obym zapomniał, oddaj mi od razu twoją kartę do podpisania, póki jeszcze pamiętasz gdzie jest moje biurko- zwrócił się do mnie nauczyciel na co klasa wybuchła śmiechem. Zawstydzona zaczęłam przeczesywać dokumenty które niedawno wręczyła mi Amber. Nic. Nie ma. Kolejna dawka paniki. Znowu najem się wstydu. Wtedy chłopak obok którego siedziałam podsunął mi mój plan lekcji. Zabrałam mu czym prędzej po czym podałam nauczycielowi.
Reszta lekcji przeminęła spokojnie, gdy tylko usłyszałam dźwięk dzwonka wrzuciłam wszystkie książki do torby, zwinęłam z biurka podpisany plan i zanim ktokolwiek zdołał się obejrzeć już mnie nie było.
Na następną lekcje czekałam pod klasą laboratoryjną do której trafiłam bez trudu dzięki otrzymanej mapce. Kiedy usłyszałam dźwięk dzwonka weszłam do klasy i od razu w progu otrzymałam fartuch, który posłusznie założyłam. Następnie położyłam plan po podpisania przez nauczyciela na biurku i skierowałam się w stronę trzeciej ławki która była całkiem wolna.
- Cześć, jestem Michelle Smith- mówiła podekscytowana dziewczyna która właśnie wśliznęła się na miejsce obok mnie. – a ty…?- chciałam jej odpowiedzieć ale nie dała mi dojść do słowa – wiem ty jesteś Jessica Jankins. Tak to ty ! W końcu cała szkoła huczy ,że jesteś nieziemsko piękna , po za tym w naszym mały miasteczku nic się nie ukryje. – musiała zaczerpnąć tchu, mówiła bardzo szybko , niemal kipiała szczęściem, po za tym nie zawracała sobie głowy ściszaniem głosu widocznie w tej klasie każdy mógł robić co mu się żywnie podoba- O matko, czy to prawda ,że wpadłaś dziś na Lucas’a Collins’a ? O Boże żałuje że tego nie widziałam ! Dziewczyny mówiły ,że to przypominało scenę z mega romantycznego filmu. – zrobiła rozmarzoną mnie a ja parsknęłam śmiechem ale nie zwróciła na to najmniejszej uwagi. Jezu ile ona gadała i to dodatku tak szybko z takim entuzjazmem ,że naprawdę trudno to opisać. Chciałam wypytać ja trochę o tego chłopaka ale nie dała mi dojść do głosu po raz kolejny.- Twój brat to podobno też niezłe ciacho, ma dziewczynę ? – wypaliła ja wybuchłam śmiechem.
- Nie ma. Co to za Lucas Collins ? Opowiedz mi coś więcej o nim . – Poprosiłam gdy się w miarę uspokoiłam , moją wypowiedź o stanie uczuciowym mojego brata potraktowała z wielkim uśmiechem.
- Lucas Collins , syn pastora, nasz przewodniczący szkoły, zawodnik rugby, oraz największe ciacho w szkole, ale teraz ma sporego konkurenta. Twojego brata – powiedziała i posłała mi uśmiech – A co wpadł ci w oko ? hmm…? Jest wolny.
- W żadnym razie ! – natychmiast zaprotestowałam. Michelle otworzyła już usta ,żeby nadal gadać i zadręczać mnie pytaniami z pewnością dotyczącymi mojego brata, ale w samą porę wyprzedził ją nauczyciel oznajmiając koniec rozmów i początek lekcji. W ty momencie byłam mu wdzięczna. Bardzo wdzięczna.
____________________
Nie długo pojawi się druga część ze szkoły.
Nie chciałam juz więcej pisać bo uważam ,że jest juz i tak wystarczająco dużo.
Proszę o szczere komentarze.
xoxo
 

 
Spojrzałam w lustro. Ciemna karnacja, wielkie czarne oczy , pełne niemalże czerwone usta, oraz długie ciemno brązowe włosy do pasa. Oto co zobaczyłam. Przewróciłam oczami w złości. Czy tak powinien wyglądać demon ? Chyba nie. Raczej przypominałam niewinnego aniołka.
No właśnie, demon. Nie nazwałabym tego tak raczej istota która wie jak się dobrze bawić.
- Zebranie w salonie ! Już ! – Oznajmił donośny głos Marcus’a z dołu. Umyłam twarz zimną wodą i zbiegłam schodami na dół. W salonie klapnęłam na kanapę. Na ziemię przybyłam razem z braćmi.
Marcus w ziemskich latach miał nie więcej niż 26. Był wysoki i dobrze umięśniony. Oczy takie ja każdy demon czarne ,oraz czarne włosy postawione na żel. W podziemiach cieszy się sławą ,jego prawdziwe imię oznacza „kuszący”. Tak, zanim przybyliśmy na ziemię przeszliśmy małe szkolenie. Odnośnie, słownictwa, ubrań, naszego zachowania i takie tam pierdoły. Nadano nam też imienia Ja dostałam Jessica. Co to za imię ? Moje prawdziwe oznacza „ zdrada” chociaż nie dokładnie wiem dlaczego mi takie nadano. Imiona osób pozaziemskich coś oznaczają czasami ich cechę charakteru innym zaś razem jakąś ważną chwilę w życiu. Każde imię pochodzi od wyroczni która wie jak potoczą się losy każdego. Lecz i tak nikomu nie jest wstanie tego wyjawić. Podobno jest kobietą która ma węży język. Ale tak naprawdę nikt jej nigdy nie widział. Skąd się w takim razie dowiadujemy jak mamy na imię ? To proste, rodzimy się z nim wytatuowanym na ramieniu.
- Musimy parę rzeczy ustalić – powiedział , poważnym tonem spoglądając na mnie oraz na Jack’a. Jack miał 17 lat. Zaczynał chodzić do czwartej klasy liceum. Powiedziawszy szczerze to prawie kopia Marcus’a. No , Może jedynie co ich różni to włosy. Jack’owi grzywa wpadała niemal ,że do oczu. Jego prawdziwe imię oznacza „ grzeszny”. – Za niedługo macie się zjawić w szkole. Macie na siebie nie zwracać uwagi ! Normalny ubiór, słownictwo oraz zachowanie ! – mówił jak do debili. Może i fakt byłam pierwszy raz na ziemi ale bez przesady. – Skrzydła cały czas złożone ! Rozumiecie ?! – oboje z Jack’iem pokiwaliśmy głowami. Co jak co, ale rządził Marcus.
- Muszę iść w mundurku ? – zapytał Jack.
- A Chcesz się wyróżniać ? –zapytał z ironią Marcus. Jack tylko zwiesił głowę. – Skoro nie macie więcej pytań , idziecie się ubrać i jedziecie do szkoły. Macie się nie wyróżniać !!!
Pomaszerowałam na górę. Wyciągnęłam z szafy w „moim” pokoju mundurek. Składał się z granatowej plisowanej spódnicy do kolan, białej koszuli z granatowym krawatem, białych podkolanówek , czerwonej marynarki logo szkoły i do tego urocze czarne trzewiczki. Jęknęłam w duchu. Będę wyglądała jak debil ! Może i nie znam się na ziemskiej modzie , ale to z pewnością ogromnym zachwytem się nie cieszy. Po pięciu minutach byłam gotowa. Spódnice podciągnęłam do góry żeby była krótsza, krawatu nie zawiązałam bo nawet nie wiedziałam jak, z podkolanówek zrezygnowałam resztę zostawiłam bez zmian.
- Jessica spóźnimy się !!! – usłyszałam wołanie Jake’a. Chwyciłam torbę z książkami i zbiegłam szybko na dół. Obydwaj czekali na dole. Gdy tylko stanęłam obok nich zrobili wielkie gały.
- Co ?! – warknęłam.
- Nic, nic – wymamrotał Jake. On też nie był w pełnym mundurku krawat jak ja miał odwiązany a marynarkę trzymał w dłoniach.
- Macie się wtopić w tłum, na razie nie możemy działać najpierw trzeba się rozejrzeć , jasne ?! – nakazał Marcus.
- To nie mogę nawet z nikim porozmawiać ?! – zapytałam. Chciałam zawrzeć jakieś „ przyjaźnie” choć rzecz jasna demony nie odczuwają takich rzeczy jak przyjaźń czy miłość. Ale zawsze można poudawać i się dobrze przy tym bawić.
- Rozmowa, może być ale nie rzucajcie się w oczy ! – ostrzegł Marcus. – a teraz już idźcie bo się spóźnicie , macie się zgłosić do dyrektorki.
- okey, Nara . – powiedziałam po czym wyszliśmy z Jake’em. Po dziesięciu minutach staliśmy czarnym kabrioletem porsche na kolejnych światłach.
- Marcus powinien wyluzować – przerwałam cisze.
- Mnie to mówisz.
- Ciągle tylko jakieś nakazy, traktuje nas jakbyśmy byli dziećmi – żaliłam się- zielone jedź !
- Matko, ludzie to sobie utrudniają życie- prychnął.
Po chwili jazdy w narzekaniu na Marcusa , oczą ukazał nam się ogromny budynek. Raczej przypominał centrum handlowe niż szkołę. Myśleliśmy już nawet ,że zabłądziliśmy ale spostrzegliśmy tabliczkę z dosyć dużym napisem „ szkoła” i informacjami dotyczącymi jej. Skręciliśmy więc i zaczęliśmy szukać miejsca na parkingu. Szczerze powiedziawszy wcale to nie było łatwe. Wręcz przeciwnie. Nie było wolnego miejsca. Objechaliśmy cały dookoła z trzy razy !
- Tam ! – zawołałam wskazując palcem na wolne miejsce. Jack nacisnął pedał gazu i ruszyliśmy z piskiem opon. Zbliżaliśmy szybko do wolnego miejsca, kiedy na wprost nas wyjechał duży jeep wyładowany ludźmi. Jak widać polował na to samo miejsce. Nie zamierzał ustąpić tak samo jak Jake.
Jechaliśmy na siebie z potworną prędkością. Zacisnęłam powieki kiedy właśnie poczułam szarpnięcie. Po chwili uświadomiłam sobie , że Jake w porę skręcił i teraz staliśmy na miejscu. Posłałam mu mordercze spojrzenie, a przynajmniej miałam nadzieję ,że takie wyszło.
- Mogłeś nas zabić, idioto ! – warknęłam. Na moje słowa tylko pogardliwie prychnął.
- Chyba za bardzo wcielasz się w swoją ludzką rolę, słonko – powiedział uśmiechając się łobuzersko.
No tak, jako demony nie mogliśmy zginąć, naszym przeznaczeniem było nieść zagładę przez wieki.
Wysiedliśmy i ruszyliśmy powoli w stronę szkoły kiedy ktoś za naszymi plecami krzyknął.
- Ej , nie pomyliło ci się coś, kolego ?! To moje miejsce ! Więc, WYPIERDALAJ STĄD, zanim wyjdę z samochodu!!! – krzyknął kierowca Jeepa.
- Grozisz mi ?! – zapytał z kpiną w głosie Jake.
- Owszem ! – powiedział zdecydowanym tonem tamten. Spojrzałam na Jake’a I ujrzałam w jego oczach niebezpieczny błysk. O, nie ! Mieliśmy na siebie nie zwracać uwagi w szkole ,a jeszcze nawet do niej nie dotarliśmy. Po chwili uświadomiłam sobie ,że koła jeepa zamieniają się w placki. Spojrzałam z wyrzutem na brata, ten się tylko do mnie uśmiechnął. Czy do niego nigdy nic nie
dociera ?!
- Może innym razem kolego, chyba masz problem z kołami – powiedział rozbawiony.
Kierowca wyskoczył z samochodu i ukląkł przy jednym z przednich kół. Zaczął kląć pod nosem. W końcu wstał i wyciągnął rękę wskazując na Jake’a w oskarżycielski sposób.
- TY … - tylko tyle zdołał wykrztusić. Co mu się dziwić był zbyt oszołomiony. Przed chwilą jego koła były całe ,a teraz żadnym z nich nie było ani odrobiny powietrza. Jake tylko parsknął.
- Zapłacisz mi za to ! Zobaczysz jeszcze się policzymy ! – powiedział z trudem wypowiadając słowa. Jake podniósł brwi z rozbawienia.
- Jake idziemy , zamknij się już ! – szepnęłam tak ,żeby mógł to usłyszeć tylko mój brat.
Spojrzał mi głęboko w oczy. Ruszyłam pociągając go za sobą.
- Na razie frajerze, miłego dnia ! – rzucił przez ramie ukazując przy tym środkowy palec. Pokręciłam głową. I ruszyliśmy w milczeniu w stronę szkoły. Nie rzucać się w oczy ? Jasne

_________________________
Jest to pierwszy rozdział i jest no trochę... nudny. Z czasem akcja się rozwinie
Bardzo proszę o szczere komentarze.
xoxo
 

 
Szesnastoletnia Jess jest nową dziewczyną w szkole, wydaje się normalna po za tym, że jest nieziemsko piękna. Lecz pozory mylą. Dlaczego ? Ponieważ, przybyła na ziemię razem z braćmi by nieść zagładę. Jess jest nieugiętym aniołem zagłady. Żywi się ludzkim bólem oraz strachem. Sprawia jej to ogromną frajdę. Gdy w szkole spotyka Lucasa nie może oderwać od niego wzroku. Ale demony nie potrafią kochać. Po za tym to syn pastora. Czy coś ją całkowicie zmieni? A może raczej ktoś ?